O czym mówią gwiazdy?

Ostatnimi czasy księgozbiór domowy mój wzbogacił się o knigę pt. "O czym szumią wierzby". Ponieważ 11. przykazanie dekalogu mówi, że będziesz czytał swojemu dziecku 20 minut dziennie codziennie, ja, chcąc być w zgodzie z prawem sumienia, stosowałam się do wyznacznika tegoż. Stosowałam się przez całe pięć minut, ponieważ już w szóstej domem wstrząsało potężne chrapanie. Moje (tak, kobiety też chrapią, sorry Batory).

I tak jest zawsze. Nie wiem, co ma w sobie ta książka, ale odpadam po paru minutach. A piszę o tym dlatego, że z powodów dla mnie samej niejasnych tytuł notki wybrałam sobie podobny. I mam nadzieję, że naród nie zwątpi po tym akapicie :)

Ad rem. O czym mówią gwiazdy? Ustalmy, te gwiazdy, na które patrzymy, kiedy zadzieramy nosa do góry. Gwiazdy widoczne gołym okiem odsłaniają nam wiele ze swojej natury, tak jak celebrytki chętnie zrzucają szmatki.

Kolor


Każdy, kto chociaż na chwilę zatrzyma wzrok na gwiazdach, zobaczy, że nie wszystkie mają identyczną barwę. OK, większość jest po prostu biała, ale niektóre wydają się bardziej niebieskie, a inne dla odmiany bardziej czerwone. W ten sposób otrzymujemy informację, że gwiazdy są, acha, acha, gorące, acha, acha, albo płoną zimnym ogniem czarnych słońc. Mówiąc normalnie i po ludzku im bardziej niebieska gwiazda, tym wyższa jej temperatura powierzchni. Im bardziej czerwona, tym temperatura powierzchni niższa.

Elektra, jedna z gwiazd gromady otwartej Plejad. Błękitny podobrzym o temperaturze powierzchni około 13,5 tys. K. Dla porównania temperatura powierzchni Słońca wynosi około 6 tys. K. Zdjęcie z Wikipedii.

Betelgeza, piękny czerwony nadolbrzym. Gdyby go włożyć na miejsce Słońca, powierzchnią sięgnąłby orbity Saturna. Czad. Temperatura powierzchni około 3000 K.

Położenie Betelgezy w gwiazdozbiorze Oriona. Oba zdjęcia z Wikipedii.

Jasność


To właściwie coś, co więcej nam nie mówi, niż mówi. Wiadomo, że gwiazdy świecą z różną jasnością. Teoretycznie mogłoby się wydawać, że im jaśniejsza, tym większa i w sumie jest to logiczne. Zupełnie bez pudła można by było przyjąć taką tezę, gdybyśmy wszystkie gwiazdy oglądali z tej samej odległości. Astronomowie za taką umowną odległość przyjęli 10 parseków (czyli 32, 6 roku świetnego) od Ziemi. Gdybyśmy wszystkie gwiazdy umieścili w odległości 10 parseków i wtedy porównali ich jasności, wyszłoby nam, która tak naprawdę jest większa i świeci jaśniej, a która mniejsza i słabsza.

Dla przykładu nasze Słońce jest najjaśniejszym obiektem na niebie (-26 m - jasność obserwowana), ale tylko dlatego, że ze wszystkich gwiazd znajduje się najbliżej. Gdybyśmy je obserwowali z odległości 10 parseków, miałoby jasność zaledwie +4,8 m (im bardziej poniżej zera, tym jaśniejsza gwiazda) i byłoby na granicy widoczności gołym okiem! Żadne mecyje.

Tak więc gwiazdy świecą z różną jasnością przede wszystkim dlatego, że ich odległość od Ziemi jest rozmaita. No i mogą być przesłonięte przez obłoki gazu czy pyłu, które dodatkowo zmniejszają ich jasność.

No. Ale tak w ogóle wiemy, że najjaśniej i najintensywniej świecą z okładek tabloidów gołe cycki księżnej Kate i żaden Deneb im nie podskoczy. Howgh.

1 komentarze :

  1. Tak to właśnie bywa, że gwiazdy typu "podwójne D" świecą najjaśniej.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń