Astrofotografia smartfonowa, czyli w ślad za prymitywizmem malarskim

Ależ proszę się nie śmiać! Jest sobie bardzo szanowany kierunek w malarstwie, który nazywa się prymitywizmem, i jak komuś powiesz, że reprezentuje prymitywistów, to jeszcze pierś dumnie wypnie i postawi ci piwo. "Mój Boże, twój obraz jest taki prymitywny!" - mówisz, a rozwówca ewidentnie steruje w stronę orgazmu. 
Idę za ciosem i ustanawiam nową świecką tradycję. Astrofotografia komórkowa czy też astrofotografia smartfonowa. Co jest charakterystyczną cechą tego kierunku? Po pierwsze przypadkowość. Widzisz niebo, stwierdzasz, że ale ładne i cyk. Po drugie sprzęt. Ten "cyk" to tego, różnie wychodzi, wszystko zależy od tego, czy mamy jakiś wypasiony sprzęcior czy coś pseudosmartfonowego z aparatem 1 Mpx. Po trzecie świadomość możliwości własnych technikaliów (wcale nie chciałam napisać genitaliów, wypraszam sobie!). Bo na przykład nie od razu odkrywasz, że masz do dyspozycji coś takiego jak zoom. Oczywiście zdjęcie bez zoomu prezentuje się o niebo lepiej niż z użyciem tegoż, prosta sprawa.
Z czego wynika reprezentowanie nurtu astrofotografii smartfonowej? Można wyszczególnić kilka czynników motywacyjnych:
  • statyw do lustrzanki cyfrowej umieszczony bardzo błęboko na najwyższej półce pawlacza, do której się sięga tylko, kiedy stanie się na drabinie (bardzo mądre to było, wiem).
  • brak chęci do sięgnięcia po tęże lustrzankę (o rany, a to trzeba torbę rozpiąć, obiektyw zamontować, a kto by się z tym pieprzył?)
  • permanentny brak czasu realizujący się w próbie zmieszczenia w jednej dobie tego wszystkiego, czego ewidentnie zmieścić się nie da (w związku z tym aparat masz zawsze pod ręką, a czynniki ergonomiczne wpływają na to, że wygodniej jest mieć smartfon niż lustrzankę)
  • przesadna wiara w możliwości dzisiejszej techniki (za dużo amerykańskich filmów science fiction)

Niniejszym mianuję siebie czołową przedstawicielką astrofotografii smartfonowej i coś czuję, że będę w tym dochodzić do perfekcji, pokonując wszystkie levele. Przykłady? A proszę. Propozycja bez użycia zoomu.


I może jeszcze jedno.


To było zdjęcie w stylu znajdź Księżyc, dostaniesz batonik w nagrodę. Jest moc, prawda? No to teraz najlepsze, przygotujcie się na hardcore. Zdjęcie z użyciem zoomu. Maksymalne osiągi. Proponuję coś łyknąć, bo tego nie da się na trzeźwo oglądać.


Szał ciał i uprzęży! Gdyby tu był tłum, położyłby się pokotem (nie mam nic do kotów). Tak. Można użyć tego zdjęcia jako broni masowego rażenia. Pokazujesz i tłum leci do tyłu. Broń przyszłości. Bezkrwawa, oszczędna, skuteczna. Muszę to rozważyć. Kościół mój widzę ogromny ;)

0 komentarze :

Prześlij komentarz