O tym, gdzie powstają gwiazdy, o Pani Halince i dlaczego nie wyszła nam apokalipsa

Jeden z ostatnich komciów na tej stronie brzmiał mniej więcej tak: "To ten blog pisze kobieta? Nie wiedziałem, że kobiety interesują się takimi rzeczami. Jestem pozytywnie zdziwiony :)". Drodzy czytelnicy płci męskiej, musicie wiedzieć, że to jest ten typ stwierdzeń, który generuje u mnie gwałtowną erupcję zjawiska zwanego feministycznym betonem ;) Dla podgrzania atmosfery powiem, że prowadzę auto lepiej niż niejeden mój kolega, nigdy w życiu nie oglądałam "Klanu", "M jak miłość" czy innych "Barw szczęścia", nie cierpię komedii romantycznych i noszę fryzurę a la marines. Aha i do pracy wiążę sobie obowiązkową służbową apaszkę tak jak krawat. Posiadam również męża i dzieci (też się dziwię, że znalazł się taki odważny), gdyby więc któryś z Was zapałał nagle chęcią ożenku tudzież po prostu zaciągnięcia mnie do wyra, to lojalnie uprzedzam, że możemy napotkać tak zwane problemy natury obiektywnej ;)

Na astronomii znam się jak wilk na gwiazdach, co uczciwie zaznaczyłam w opisie blogu (rzut okiem LAIKA...). Świadoma jestem własnych błędów i wypaczeń, ale ku rozpaczy jednych i radości drugich powiem, że zamierzam jeszcze trochę tutaj popisać. Nic nie poradzę na to, że jara mnie to, co mnie jara, czyli kosmos. I tak od serca piszę czy też - jak było w kultowej już reklamie - od miski.

No dobrze. Wszyscy szczęśliwie przeżyliśmy apokalipsę. Niektórzy nawet zdążyli ją skrytykować.

Focia stąd.

Co bardziej dociekliwi zdążyli nawet wyśledzić przyczynę obsuwy Majów.

Screen pochodzi z cudownej strony pani-halinka.pl

Wot i tak. Betelgeza nie pieprznęła i nadal świeci. Eta Carinae nie pieprznęła i nadal świeci. Nuda jak w polskim filmie. Osobiście i wielce nieprofesjonalnie uważam, że apokalipsa czeka nas, a jakże i być może wcale tak odległy ten termin nie jest. Uważam mianowicie, że sczeźniemy marnie przez czyjąś głupotę i/lub brak charakteru. Dziś więc nie będzie o śmierci a o narodzinach. O narodzinach gwiazd. Tych prawdziwych, nie celebryckich.

Gdzie powstają gwiazdy? W obłokach molekularnych. Obłok molekularny to taka międzygwiazdowa chmura wodoru, która jest odpowiednio gęsta i posiada odpowiednią temperaturę, żeby po pewnym czasie zacząć się gęstnieć i zapadać pod wpływem własnej grawitacji. Tworzą się protogwiazdy, czyli coś w rodzaju gazowej kuli ogromnych rozmiarów. Kule te zapadają się dalej i zapadają, temperatura cały czas idzie w górę, aż w końcu dochodzi do pierwszej dziewiczej reakcji termojądrowej.

Fragment mgławicy w Kilu. Po lewej od obłoku widać młode gwiazdy świecące na czerwono. Zdjęcie z Wikipedii.

Obłoki molekularne (czy też szerzej - ciemne mgławice) po pewnym czasie ulegają rozproszeniu, a rozprasza je właśnie promieniowanie świeżo powstałych gwiazd.


Mgławica Koński Łeb. Zdjęcie z Wikipedii.

Dziury w niebie. Dwie ciemne mgławice w konstelacji Orła. Zdjęcie z Wikipedii.

Powstawanie gwiazd jest procesem fascynującym i nic dziwnego, że powoduje u naukowców rumieńce. Co więcej dogłębne poznanie sposobu powstawania gwiazd może rzucić sporo światła na sposób ich umierania. A to już tylko krok od rozwiązania tajemnicy przyszłej apokalipsy.

6 komentarze :

  1. "Betelgeza nie pieprznęła i nadal świeci"
    przynajmniej 427 lata temu :-)

    A pierdzielniętych, seksistowskich miej w ... głębokim (poważaniu)
    Kretynem się nie bywa, Kretynem się jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie masz się co obrażać, ale po prawdzie blogi dziewczyn o czymś innym niż o ciuchach i dzieciach i gotowaniu-nalezą do rzadkości. Na przykład na mojej Warszavce komentują głównie faceci, bo dziewczyny rzadko interesują się architekturą, koleją czy miastem w ogóle. A szkoda! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zewsząd i znikąd31 grudnia 2012 10:17

    Nie interesuję się ciuchami (czy ściślej mam w ogromnej pogardzie modę, bo pouskarżać się na niedobór dużych ciuchów bawełnianych - przy moim uczuleniu niezastępowalnych - to ja zawsze chętnie), nie interesuję się gotowaniem ponad to, że jako zaprzysięgła panna oczywiście gotuję, nie interesuję się dziećmi i przez 31 lat mojego życia ani razu nie czułam chęci posiadania dzieci. Kolej interesuje mnie umiarkowanie (choć wyzłośliwianie się na polską kolej i takie specyficzne, napisane z pewną ironią artykuły na jej temat owszem cenię), architektura owszem, miasto i polityka przestrzenna owszem też. I oczywiście kosmos. A także sport, skocznie narciarskie i polityka narkotykowa czy - moje określenie o szerszym zakresie - polityka umysłowa. I jestem absolutnie zdeklarowaną i dość radykalną feministką.
    A, i mam koleżankę, która jest transkobietą (osobą transseksualną MK), siłą rzeczy "dzięki" przejściom z diagnostami i sądem ma jakiś przymus udowadniania, że ona jest babską babą (osoby transpłciowe bardzo często tak mają, właśnie dlatego, że całe społeczeństwo zmusza je do "udowodnienia" swojej "prawdziwej płci") - i pasjonuje się koleją. Co więcej pracuje w tej branży i naprawdę się na tym zna, opowiedziała mi dużo ciekawych rzeczy, kiedy byłyśmy w Muzeum Kolei.
    Tyle że, choć mogę z "rozpędu" chwalić się szerokimi i niestereotypowo kobiecymi zainteresowaniami, przy poważniejszym rozważeniu uważam, że takie myślenie to pułapka. Chodzi o to, by nasze zainteresowania nie podlegały wartościowaniu - a niewątpliwie podlegają, to co "kobiece" z reguły jest w kulturze niżej cenione i nawet przy dużej świadomości kulturowej nietrudno wpaść w ten sposób myślenia i zacząć udowadniać, jakie to się ma ciekawe zainteresowania MIMO bycia kobietą... Po drugie - warto pamiętać o ciągle znacznych różnicach wychowania dziewcząt i chłopców. Dopiero co były święta, dobry moment na artykuły i "artykuły" o zabawkach - porównanie zabawek "dla chłopców" i "dla dziewczynek" bywa wręcz szokujące. Ba, zetknęłam się z teorią, że nawet uchodząca za biologiczny pewnik większa siła fizyczna mężczyzn ma poważne podłoże kulturowe. Prowadzono np. badanie, w którym rodzice dzieci w wieku raczkującym siedzieli za "murkiem" ułożonym z poduch, a dzieci miały się do nich dostać - rodzice zwykle gestami zachęcali chłopców do próby wspięcia się na przeszkodę, a dziewczynki chwytali i przenosili na swoją stronę. W 99% przypadków płeć z góry skazuje nas na promowanie pewnych zainteresowań i zniechęcanie do pielęgnowania innych.
    Po trzecie - właśnie o to chodzi, żeby w większym stopniu postrzegać ludzi jako jednostki, a nie reprezentantów sztywno określonych zbiorów płciowych. Mam MOJE zainteresowania, a nie zainteresowania "kobiece" lub "męskie". Kruszyzna ma SWOJE zainteresowania, a nie zainteresowania "kobiece" lub "męskie". Choć trudno mi uwierzyć w możliwość społeczeństwa, w którym płeć byłaby zupełnie nieistotnym szczegółem, takim, jak np. kolor oczu - i dlatego, że wierzę w potrzebę "przestrzeni dla kobiet", i dlatego, że miewam skłonność do pewnej mizoandrii, przede wszystkim do agresywnych reakcji na różne formy męskiego afiszowania się ze swoim popędem - to na pewno warto walczyć o poluzowanie norm płciowych, o to, by płeć nie była klatką.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo przepraszam za gwałtowną erupcję feministycznego betonu :) Nie myślałem, że wzbudzi takie emocje. Byłem zdziwiony ponieważ z góry założyłem, iż twórcą bloga jest facet. Lubię czytać blogi popularnonaukowe i czytam ich sporo, ale to pierwszy przypadek gdzie prowadzi go kobieta. Nie uważam że kobiety są gorsze tylko, że mają inne zainteresowania :) (oczywiście nie wszystkie mówię o ogóle i proszę się nie obrażać jak Pani "zewsząd i znikąd")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ się nie obrażam, spoko :)
      Protestuję przeciwko nazwaniu tego blogu popularnonaukowym. To spore nadużycie :)
      No dobra, przyznam się, lubię też szydełkować. I faktycznie jest tak, że kiedy opylałam na Allegro jakiś komputer, aparat fotograficzny lub nawigację, ani razu nie zwrócono się do mnie w formie żeńskiej :)

      Usuń
  5. Oj, ze trzy lata mnie tu nie było, albo i cztery może. A blog jak widzę przetrwał próbę czasu :)))

    OdpowiedzUsuń