Zawirował świat, czyli galaktyka M51

Taka mała gra na początek. Rzucam hasło i czekam na pierwsze skojarzenie. Gotowi? No to wio.

Whirlpool.

Założę się o skrzynkę lubelskiej cytrynówki, że większość stworzyła powiązanie Whirlpool - pralka. Ktoś tam może zahaczył o pranie, sprzęt AGD, proszki i nawet rykoszetem dotarł do Chajzera. Nie Chajzer jednak uwagę mą przykuł i nie pralka (dobra, pralka też, bo góra prania piętrząca się w łazience wywołuje reakcję w stylu "Boże, Ty to widzisz i nie grzmisz"), tylko pewna urocza galaktyka spiralna w gwiazdozbiorze Psów Gończych. Galaktyka Whirlpool, czyli Wir.

Focia z nasa.gov

Cacunio, prawda? Wir zawirował po raz pierwszy oficjalnie w XVIII wieku, kiedy Hershell przyłożył swe szanowne oko do jeszcze szanowniejszej rury zakończonej odpowiednią soczewką. Galaktyka Wir alias M51 alias NGC 5194 ma towarzysza. Coś mi się do d... przykleiło - powiedziałaby żaba z jednego sucharowego kawału. Coś mi się do ramienia przykleiło - powiedziałaby galaktyka M51. Przykleiła się mianowicie inna galaktyka, nieregularna. W duecie wyglądają tak:

Zdjęcie z Wikipedii

Ładną parę stanowią, trzeba przyznać. Galaktyka Wir wydaje się swym ogromem przygniatać skromniejszą koleżankę, ale tak naprawdę jeśli chodzi o wymiary, to dupy nie urywa. M51 ma średnicę około 60 tys lat świetlnych, czyli mniej więcej połowę tego co nasza Droga Mleczna. Taka zupełnie średnia galaktyka. Dzieli nas od niej 30 milionów lat świetlnych. Tak czy inaczej piękna jest, że tak sobie pozwolę truizmem chlasnąć na odlew. Typ Sbc, czyli ze stosunkowo niewielkim jądrem i bardzo rozbudowanymi ramionami. Na upartego da się ją zaobserwować przez lornetkę (jasność około 9m z haczkiem).

Zawsze jak patrzę na takie obiekty, nie mogę sobie darować, że opyliliśmy obiektyw tele. A bo się nie będzie używało. A teraz człowiek zahaczyłby wzrok. Wiadomo, TAKI widok jest nieosiągalny, ale samo zauważenie obiekty i samodzielne odnalezienie - bezcenne. Dlatego teraz trwa akcja zbierania na obiektyw. Ciekawe, ile czasu nam to zajmie, hmm...


3 komentarze :

  1. Obiektyw tele - do patrzenia - nie sprawdzi się. Teleskop - Newton z dużym lustrem - jak najbardziej, ale obiektyw nie bardzo.
    A jeśli do zdjęć... robi się jeszcze trudniej. Trzeba statyw z napędem. Im dłuższe ekspozycje, tym droższy statyw i napęd. Obiektywy fotograficzne do astrofotografii nadają się słabo. Lepszy specjalizowany teleskop i w ten sposób robi się drogo. Bardzo, bardzo, bardzo drogo. Skrzydeł podcinać nie chcę, ale taka smutna prawda.
    Do obserwacji obiektów mgławicowych, najbardziej ekonomicznym zakupem jest teleskop systemu Newton-a na montażu Dobsona. Im większe lustro, tym lepiej. Pozwoli zobaczyć niejedną galaktyczną mgiełkę, w przeciwieństwie do teleobiektywu, którym obserwacji nie da się prowadzić w ogóle, a zdjęć nie da się robić bez drogiego montażu z napędem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak coś czułam, że to nie będzie takie proste... ;) No nic, pozostaje wzdychać do teleskopu. A tak właściwie jakiego rzędu są to pieniądze?

      Usuń
  2. Odpowiem po roku i przy okazji nieco mądrzej. Od pewnego czasu astrofotografuję i odszczekuję com powiedział. Niektóre obiektywy fotograficzne nadają się do astrofotografii, a nawet do obserwacji wizualnych, ale niestety, do tanich nie należą. Zdjęcie można wprawdzie zrobić byle czym, ale dobre zdjęcie wymaga obiektywu skorygowanego czyli wolnego od typowych wad optycznych (aberracja chromatyczna i koma, żeby wymienić dwie najważniejsze). Skorygowane obiektywy są drogie, bo zwykle są to profesjonalne szkła.
    Najtaniej można uprawiać astrofotografię dużych pól gwiazdowych. Do tego potrzebny będzie napęd, który skompensuje ruch obrotowy nieba (np. Astrotrac, lub Astrowalker albo tani montaż paralaktyczny z napędem w co najmniej jednej osi) i dobry szerokokątny obiektyw, np. Samyang 14mm f2.8, który jest taniutki a naprawdę niezły.
    Przy takich ogniskowych dokładność prowadzenia ma mniejsze znaczenie. Im dłuższa ogniskowa, tym większe wymagania od sprzętu. Od 200 mm, żeby robić zdjęcia dobrej jakości, trzeba się zdecydować na przyzwoity statyw paralaktyczny dający się "guidować", co oznacza, że komputer stale nadzoruje jakość prowadzenia (i na bieżąco wprowadza korekty) na podstawie obrazu gwiazdy guidującej.
    Oprócz obiektywu potrzebny jest rejestrator, czyli coś z matrycą światłoczułą. Rozwiązania profi oparte są na specjalistycznych kamerach z matrycami CCD, ale lustrzanki też są w użyciu. Powszechnie stosuje się Canony (bo plik RAW jest faktycznie surowy) - i dla nich jest najlepsze wsparcie softwarowe wśród narzędzi astrofotograficznych.

    Pytasz "ile trzeba mieć, w razie się straci?" W każdym wypadku jest to kwota zaczynająca się od kilku tysięcy złotych. W najprostszej konfiguracji udałoby się pewnie zmieścić w 3 tysiącach, a potem górnej granicy nie ma. Na amatorski sprzęt astro można wydać kilkaset tysięcy złotych - wedle życzenia i zasobności kieszeni. Oceniając jednak po jakości publikowanych prac, a trochę ich się naoglądałem, rzekłbym, że przy gwarancji dobrego poziomu zdjęć, na sprzęt trzeba przeznaczyć kilkanaście tysięcy złotych.
    I koniecznie dodać należy, że sprzęt to nie wszystko. Surowe zdjęcia astro nie wyglądają interesująco. Potrzebny jest postprocessing, bo zebrany materiał należy zestackować (żeby wyciągnąć ósmą esencję, czyli uzyskać największy odstęp sygnału do szumu), a potem obrobić narzędziami graficznymi, które pozwalają fotografowany obiekty pokazać w należyty sposób.

    PS.
    Żeby obiektyw fotograficzny wykorzystać jako teleskop, należy doń podłączyć przejściówkę z okularem (można ją prymitywnym sposobem zrobić samodzielnie). Zmieniając ogniskową okularu uzyskuje się różne powiększenia. Taki zestaw właściwiej będzie jednak opisać słowem "luneta" niż "teleskop." Jakość obrazów astronomicznych w dużym stopniu zależy od powierzchni zbierającej światło, czyli od średnicy przedniej soczewki obiektywu. Dla refraktorów (a obiektyw foto jest zwykle refraktorem) stosowna dla teleskopu średnica zaczyna się od ok. 65mm. W taką soczewkę wyposażone będą jasne obiektywy o krótkiej ogniskowej (czyli nie da się uzyskać dużych powiększeń) lub ciemne szkła o długich ogniskowych (czyli niewiele będzie widać, bo będzie ciemno). Jasne, długoogniskowe refraktory, np. Canon EF 500mm f4 mają średnicę soczewki ok. 125mm, ale też kosztują tyle co niewielki samochód. Jasne obiektywy o jeszcze dłuższych ogniskowych kosztują jak dwa niewielkie samochody, a te najdłuższe mają iście astronomiczne ceny.

    OdpowiedzUsuń