Księżyc oglądany metodą chałupniczą

Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. A ma się niewiele. Miało się nieco więcej, ale się głupio tego pozbyło, na Allegro obiektyw tele sprzedawszy. To znaczy teraz wie się, że głupio, bo by się przydało, ale wtedy chciało się inny obiektyw kupić. Którego się teraz w ogóle nie używa. Ekhm.

Nie ma się więc teleobiektywu, a Księżyc cyknąć chce się. Tak, tak, lamerstwo tak galopujące, że nie wiadomo, co robić, włosy z głowy rwać, mdleć, czy uciekać z wrzaskiem. Bo przecież rasowy sympatyk astronomii co powinien robić? No tego, komet szukać, planety odkrywać, kwazary łowić, a nie jakiś tam księżyc. Z Księżycem to samo jest co z zachodami słońca - trudno o większą sztampę zdjęciową, ale nie znam nikogo, kto nie ma choć jednej takiej foci na sumieniu ;) Najczęściej podejrzanym sprzętem popełnionej.

Sama siebie ogłosiłam prekursorką astrofotografii komórkowej i wiele więcej do dyspozycji nie mam. Co można tym zdziałać? Coś tam można. Panie i panowie, oto księżyc metodą Note II.


Straszne szumy, co nie? Nie powinno się kopać leżącego, ale niech będzie, że jestem brutalna. Oto ten sam księżyc cyknięty - uwaga, odsłaniam podbrzusze - stałką Nikkor 50 mm 1.8, pudełko D80.


Jesteście już dostatecznie sponiewierani? Jeśli tak, to cudownie. Dobranoc :)

0 komentarze :

Prześlij komentarz