Raz po raz nadciąga koniec świata

Na fejsie istnieje sobie taki tag #amerykanscynaukowcy. Nie trzeba bliżej precyzować, co poeta miał na myśli, bo jak już amerykańscy naukowcy coś powiedzieli, to można mieć pewność, że buty spadają. Najczęściej spadają z powodu facepalma, ale jednak zrzut obuwia jest konkretny. Do tego zaszczytnego grona doszusowali ostatnio ukraińscy naukowcy i to już wygląda naprawdę ciekawie. Strach się bać. Cóż, ach cóż to stwierdzili naukowcy owi? Stwierdzili to, co ogłaszają raz po raz ich koledzy zza oceanu, mianowicie, że koniec świata jest bliski.

Właściwie możecie się już pakować i szukać jakiejś jaskini. W roku bowiem 2036 - a to jest mgnienie w skali kosmicznej, przypomnę, a w skali ziemskiej, jak ktoś intensywnie żyje, niewiele dłużej - w pobliżu Ziemi przeleci asteroida. No i to będzie asteroida w rozmiarze XXL. Inaczej mówiąc, jak pierdzielnie, to po ptakach. Właściwie nawet szukanie jaskini nie pomoże, więc dajcie sobie spokój. Jak przysunie w powierzchnię, to z prędkością światła odejdziemy do nieba, w którym od dłuższego czasu czekają na nas nasi bracia dinozaury. Tylko czy przysunie.

No i tu jest pies pogrzebany, bo szansa na to, że nastąpi armagedon jest jak jeden do... kilkudziesięciu tysięcy. OK, OK, to szansa 1000 razy większa niż trafienie szóstki w totolotka, a ktoś tam jednak trafia, ale na miłość boską, takich kamoli, co to przelatują tuż, tuż i normalnie już tylko 1:90000, więc się bójmy, jest cała masa. Amerykańscy naukowcy, a w ślad za nimi ukraińscy naukowcy lubują się ostatnimi czasy w prorokowaniu totalnej zagłady.

Wielce ciekawy obrazek z se.pl

Nie jestem pewna, czy ukraińscy naukowcy nie mieli przypadkiem na myśli planetoidy Apophis, która 13 kwietnia 2036 roku przeleci w odległości 38 tys km od powierzchni naszej planety. To 10-krotnie bliżej niż odległość Księżyca do nas. Będziemy ją mogli zobaczyć gołym okiem. Planetoida ma średnicę ponad 300 m i to już jest całkiem ciekawy kamyczek. Po pierwszych podnietach z roku 2004, kiedy to prawdopodobieństwo zderzenia z Ziemią szacowano na 1,6% (w skali kosmicznej niesamowicie duże), skorygowano obliczenia i obecnie wychodzi, że szanse są niemalże równe zeru. Bliski przelot nie wystarczy, a prawdziwą planetoidę poznaje się nie po tym, jak przelatuje, ale po tym, jak kończy. A ona jeśli skończy, to nie w nas, pardon.

Apeluję o ostudzenie emocji i rozsądek. Szlag trafi nas znacznie wcześniej i nie odbędzie się to bynajmniej za sprawą sił i ciał kosmicznych. Znacznie wcześniej i dużo skuteczniej dorżną nas podatki i niewydolny ZUS. Howgh.

3 komentarze :

  1. Uwielbiam tego bloga! Zawsze masa ciekawych informacji i analiz. I do tego te swobodne humorystyczne i tafne wypowiedzi! Pozdrawiam i życzę inspiracji w rozwijaniu bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie newsy chyba nie jest wina "amerykańskich naukowców" czy też jakichkolwiek innych. A raczej dziennikarzy goniących za sensacją...

    OdpowiedzUsuń
  3. hohohohohohohoho nie tak szybko miał być koniec świata już setki razy

    OdpowiedzUsuń