Nadciąga kometa C2012/S1, aparaty w dłoń!

Aparaty w dłoń i na koń! Tak bym napisała, gdybym nie była do końca trzeźwa i ponieważ nie jestem do końca trzeźwa, to piszę, hyk. Oto i ona, kometa o powalającej romantyzmem nazwie C 2012/S1, już jest nad porannym horyzontem. Porannym, a tak, żeby nie było nam za łatwo. Oczywiście my, matki, dysponujące dziećmi wstającymi o piątej rano jesteśmy uprzywilejowane. Niewyobrażalną ilość wschodów słońca trzasnęłam przez okno kuchenne. Proszszszsz... Dysponując jedyne smartfonem stałam się prekursorką nurtu astrofotografii komórkowej. Historia mnie doceni, zobaczcie.


Troszkę później...


I jeszcze moment później (ale chwilę przed tym, jak z pokoju dziecięcego rozległ się jęk "kakaaaaaałkoooooo")


No dobra, rzecz w tym, że mam fory. I teraz, kiedy kometa PannStarrs C2012/S1 jest widoczna ponad porannym nieboskłonem w gwiazdozbiorze Panny i to - podobno, bo jeszcze nie widziałam - gołym okiem, nie pozostaje mi nic innego, jak wypatrywać. Czasu jest mało, bo w miarę upływu dni kometa co prawda będzie zyskiwać na jasności, ale jednocześnie przesuwać się coraz bardziej w stronę słońca. Co to oznacza? Ano to, że kiedy zupełnie odsłoni swoje dźwięki i rozbierze się do naga, to zginie całkowicie w blasku promieni słonecznych, bo będzie widoczna na niebie zbyt blisko jego tarczy. I  to w dzień. To znaczy, że nie będzie widoczna. Tymczasem nisko nad wschodnim horyzontem w gwiazdozbiorze Panny można próbować ją łapać. O ile nie będzie chmur. I nie będzie drzew. I budynków. I świateł, psia mać, ciężki żywot amatora. Na zdjęciu Martina Mc Kenna kometa prezentuje się następująco:

Zdjęcie z profilu facebookowego użytkownika Kocham astronomię.

Miodek, co nie? No to wstawajta, narodzie, ja mam pobudkę w standardzie ;)

2 komentarze :

  1. A czy ta kometa to nie może przelecieć jakoś wieczorem? O ile nie walnie w Ziemię, to za cholerę nie wstanę. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak. Ja też poproszę wieczorem. Dzieci już dorosłe, to i zapotrzebowanie na poranne kakałko jakby mniejsze.
    Hm... Z drugiej strony moja pieska życzy sobie śniadanko o 5:50 (punktualnie, a przestawia się z czasu zimowego na letni jak system Windows!), a chociaż potem - bezczelna - wraca do łóżka - to ja już nie.
    Po przemyśleniu może być i rano.
    I ukłony dla genialnej Twórczyni bloga.
    mrbear

    OdpowiedzUsuń