Świętej pamięci kometa ISON C2012/S1

A miało być tak pięknie. Miała być widoczna gołym okiem nawet w dzień. Co prawda przed wschodem słońca, ale ostatecznie można się od czasu do czasu poświęcić, co nie? Zwłaszcza że wschód słońca w okolicach listopada to żadne aj waj. Właściwie ciężko się na niego nie załapać. Miało być więc pięknie, a wyszło jak zawsze.

Okazało się, że kometa owszem, jest widoczna, nawet i gołym okiem, a co, ale... z Wysp Kanaryjskich. No pięknie. Kto więc zupełnie przypadkiem znajdował się wtedy tam, gdzie sezon trwa cały rok, za to podobno piździ lepiej niż w kieleckiem (pardą maj frencz), ten miał widoki, że ho, ho! A ten, kto nie był, miał czekać na to, aż kometa najzupełnie normalną komecią koleją losu okrąży Słońce i wyłoni się zza niego z drugiej strony, dzięki czemu i nasze pożal się Boże szerokości geograficzne mogłyby zawiesić na niej oko. Kometa ISON C2012/S1 elegancko zrobiła nas jednak w trąbę i... spłonęła żywcem podczas ekstatycznego połączenia ze Słońcem. Inaczej mówiąc, szlag ją trafił. Jeszcze inaczej mówiąc, nie wylezie z tej drugiej strony, bo przestała istnieć.

Fotka ze strony examiner.com

O ironio. Nie dość, że raz na kilka milionów lat pojawia się w naszych rejonach, nie dość, że ostatnim razem podziwiał ją co najwyżej australopitek tudzież nasz kuzyn będący jego przodkiem, to jeszcze teraz, kiedy ja zwarta i gotowa czekam, klnąc na czym świat stoi, że jestem z miasta (to widać), a nie dysponuję wysokościowcem, na który mogłabym się wdrapać, to teraz musiała pierdolnąć w to Słońce (pardą maj frencz). Zawsze wiatr w oczy, cholera. Nawet wiatr słoneczny.

Z wrodzoną upierdliwością przypominam, że O obrotach ma swój profil na G+. Jeśli więc komuś znudził się fejs lub chce się wyindywidualizować z rozentuzjazmowanego tłumu, to prosim, prosim ;)

2 komentarze :

  1. chyba jednak nie zdechła

    OdpowiedzUsuń
  2. alem się ubawił czytając to... taki jestem drań, bo cudze nieszczęście wywołało mój uśmiech... tylko tej kometki to jednak żal. Już sadziłem się na nią z aparatem...

    OdpowiedzUsuń