Czarna dziura to bzdura

Podobno matura to bzdura i z tym jestem w stanie się zgodzić, odkąd w dokumentach bankowych - stworzonych przez osobę z wykształceniem co najmniej średnim, czyli maturę zaliczyć musiała - przeczytałam, że jedna taka wykonuje zawód SPRZONTACZKI w istytucji ZESPUŁ SZKUŁ. Trzy dni zbierałam szczękę z parteru i dwie butelki wina poszły, by złagodzić ten szok.

Zostawmy jednak maturę, tytuł notki o czym innym prawi. Prasa zapodała, że Stephen Hawking powiedział, że tak naprawdę nie ma czarnych dziur i on ogólnie cofa to, co o nich powiedział wprzódy. To nie tak. Po pierwsze nie jest to odkrycie Ameryki i Hawking ugruntowuje to, o czym wiedziano już wcześniej, czyli że czarne dziury nie są tak zupełnie czarne. Zachowują się jak ciało doskonale czarne w temperaturze zera bezwzględnego, ale ponieważ temperatura wszechświata jest ciutkę wyższa, to czarne dziury tak naprawdę wypromieniowują część energii i materii, którą tak żarłocznie pochłaniają. I tę skrytą ucieczkę przewiduje fizyka kwantowa.


Einstein zakładał coś innego. Zakładał, że każdą czarną dziurę otacza tzw. horyzont zdarzeń. Obiekt zbliżający się do czarnej dziury zostaje za sprawą jej potężnej grawitacji wessany, przekracza ten horyzont, ulega - hmm, jak to nazwać? - rozciągnięciu, a następnie zmiażdżeniu. No ucieczki stamtąd nie ma. Ni wuja.

Hawking postanowił upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu i zaproponował rozwiązanie, które i Panu Bogu świeczkę, i diabłu ogarek. Założył, że horyzont zdarzeń nie istnieje. To znaczy inaczej, nie tak ostro. Istnieje coś zwanego "horyzontem pozornym". Dotychczasowa teoria zakłada, że centrum czarnej dziury stanowi tzw. osobliwość, czyli punkt o nieprawdopodobnie wielkiej gęstości. Materia opadająca na czarną dziurę jest "zespalana" z osobliwością, "wsiorbywana" przez nią. Hawking zakłada, że materia po przekroczeniu horyzontu pozornego zmierza ku osobliwości, ale nigdy jej nie osiąga. Nie ginie zatem bezpowrotnie, ale jest bardzo przekształcana. Tak bardzo, że praktycznie nie da się odtworzyć informacji, które ma w sobie zakodowane (wszystko nosi jakąś informację w sobie, dowolna materia jest "nośnikiem" informacji bardzo szeroko rozumianej). Praktycznie się nie da na dzisiaj. Ale nie jest wykluczone, że uda się to w przyszłości.

Wszystko to jest opisane przeze mnie mniej więcej tak, jakby dzieciak z przedszkola zabierał się za kopiowanie Damy z łasiczką. Ubaw po pachy, wartość merytoryczna raczej żadna. I tak należy do tej notki podejść. Z dużą rezerwą. 

A tak poza tym polać komuś? ;)

2 komentarze :

  1. Dama nie była z łasiczką. !
    Pismaki zwykle nie czytali za wiele.
    Mnie też coś nie gra, ale S.H ma chyba jednak większy łeb.
    Żyjemy w ciekawych czasach, pewnie na początku XIX też tak myśleli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, miało być "20."

    Xitami

    OdpowiedzUsuń