Niewidoczna strona Księżyca - takie tam złudzenie

Zimowa pora, a konkretnie jej mroźne wieczory, charakteryzuje się dwiema rzeczami:
a) po pierwsze katalizator obserwacyjny, który można sobie postawić obok lunetki, powinien być w formie grzańca, bo na zimnym bursztynowym z pianką chwilowo nam nie zależy.
b) po drugie dość często zdarza się, że widać... niewidoczną stronę Księżyca

Hola, hola, zaraz naprostuję, bez nerw. Chodzi o takie zjawisko, jakie miałam możliwość uwiecznić, wycelowawszy lustrzankę przez moje kuchenne okno.


Księżyc jest tuż za nowiem, ale widoczna jest cała tarcza, przy czym cała reszta poza "rogalikiem" dana jest nam gratis w promocji. Z takim zjawiskiem mamy do czynienia, kiedy promienie słoneczne oświetlają powierzchnię Księżyca, przy czym część przypadająca na "normalny rogalik" oświetlana jest bezpośrednio przez Słońce, natomiast część, która powinna być całkowicie niewidoczna, spoziera na nas za sprawą promieni odbitych od Ziemi.

Czyli jest tak: Słońce oświetla Ziemię, ta odbija promienie i wędrują one w stronę Księżyca, który odpowiednio się ustawił. W tym momencie należy naprostować bajer, który padł na początku. To nie jest ta niewidoczna strona Księżyca. To dobrze nam znana połowa (właściwie 59%), którą Księżyc stale jest skierowany w stronę Ziemi. Nie ma możliwości podejrzenia ciemnej strony Księżyca bez pofatygowania się tam osobiście, choćby za sprawą bezzałogowego statku.

0 komentarze :

Prześlij komentarz