Kosmiczna bańka mydlana, czyli o supernowej w Wielkim Obłoku Magellana

Stawiamy sobie pomniki twardsze niż ze spiży, od egipskich piramid sięgające wyżej - takie nawiązanie poetyckie na początek. Żeby wprowadzić nastrój w stylu "klękajcie narody" i "ą-ę". My rzeźbimy w kamieniu, żeby ślad po sobie zostawić, a wielkie gwiazdy umierają z hukiem i budują sobie nagrobki z gazu. Konkretnie z pozostałości własnych ciał, jak głupio by to nie zabrzmiało. Przy okazji wydaje się, że mają głęboko gdzieś, czy i kiedy przeminą.

Bo że przeminą, to pewne. Mamy więc jeden z takich nagrobków w Wielkim Obłoku Magellana, czyli niewielkiej galaktyce oddalonej od nas o 160 tysięcy lat świetlnych, którą mieszkańcy Australii i w ogóle półkuli południowej mogą co noc podziwiać na nieboskłonie gołym okiem. Farciarze, cholera. A więc dawno, dawno temu, w nieodległej galaktyce wybuchła gwiazda zwana obecnie przez naukowców SNR 0509. Nazwa mało romantyczna, ale pozostałości po nadolbrzymie interesujące.

Zdjęcie z hubblesite.org

Pierścień pozostałej materii jest oddalony od tego, co zostało z gwiazdy o 23 lata świetlne, czyli wybuch musiał nastąpić niezwykle dawno. Tempo ekspansji pozostaje jednak imponujące. Z każdą sekundą średnica powiększa się o 5 tysięcy kilometrów.

Tak, kosmiczne cmentarze zawierają imponujące nagrobki.

4 komentarze :

  1. Jeśli straciłaś motywację do pisania, to wiedz, że KTOŚ TO JESZCZE CZYTA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, chcemy jakiś nowy wpis!

      Usuń
    2. święte słowa!

      Usuń