Lato z krabem. Z mgławicą Krab

Pewnego pięknego dnia, kiedy to jeszcze dzień nie zaczynał się od porannej kawki i sprawdzenia, co słychać na fejsie, kiedy w ogóle nie było fejsa, a nawet internetu, kiedy w ogóle komputerów nie było, kiedy nawet w ogóle nie było prądu, kiedy... no dobra, powiedzmy to. Prawie tysiąc lat temu, w roku 1054 ludzie wyszli przed domy i opadły im kopary. Spojrzeli bowiem w niebo, a na niebie zobaczyli coś, czego wcześniej nie było, czyli bardzo intensywnie świecącą gwiazdę. Tak intensywnie, że z powodzeniem można było ją widzieć w biały dzień przy pełnym słońcu. Nawet nie chcę myśleć, co się działo w nocy. Szczerze im tego zazdroszczę (braku internetu już niekoniecznie). Gwiazda świeciła taki przez kilkadziesiąt dni, po czym znikła, a wydarzenie to tak mocno przeorało psyche ówczesnym, że dali temu wyraz w rozmaitych kronikach.

Prawie tysiąc lat później skierowano w tę stronę nieba teleskop i oczom patrzących ukazała się przecudnej urody... no nie, nie dziewoja, jeno mgławica. Z kształtu przypominała upierdliwe nadmorskie zwierzątko, które, jeśli beztrosko siądziemy na kamieniu i nieopatrznie zatkamy mu wejście do domu, może nas bez ceregieli dotkliwie uszczypnąć w zadek. A ma czym szczypać. Mówię o krabie.

Zdjęcie z NASA

Mgławica Krab jest bez kitu jedną z najpiękniejszych mgławic w kosmosie, przynajmniej tym, który potrafimy ogarnąć teleskopami. To jest właśnie to, co zostało z tej gwiazdy, która tak rozbłysła w 1054 roku. To było coś, co tygryski lubią najbardziej - wybuch supernowej. 

Supernowa wbrew nazwie wcale nie jest nową gwiazdą, choć uczciwie trzeba przyznać, że jest super :) Supernowa to po prostu efektowna śmierć gwiazdy, która w krótkim acz wystawnym życiu dorobiła się niestabilności w przebiegu syntezowania kolejnych, coraz cięższych pierwiastków. W pewnym momencie schodzi na taki gwiezdny zawał. Tylko z hukiem.

Pozostałością po bardzo masywnej gwieździe w środku mgławicy Krab jest gwiazda neutronowa, obracająca się 30 razy w ciągu sekundy (!!!). Pierwsza z odkrytych tego typu gwiazd. Sama mgławica jest też silnym źródłem promieniowania X.

Jest na czym oko zawiesić. Niezwykle urocza jak na nieboszczkę.


3 komentarze :

  1. Tak na prawdę mgławica specjalnie kraba nie przypomina - przypominała jedynie na niedokładnych XIX wiecznych rysunkach pierwszych obserwatorów rysujących obszar centralny i odurza. Niektórzy dawali się tak zasugerować nazwą że rysowali też szczypce.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, w końcu jakiś nowy wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mawia kabaret Parenienormalni - spoczi, spoczi, będzie częściej ;)

      Usuń