Jak umrze Wszechświat?

Wszyscy umrzemy. Życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową, że tak klasykiem polecę. Istnienie zakończy w swoim czasie każdy organizm zamieszkujący tę planetę. Zrobi to zgodnie z prawami natury lub też na skutek wyniszczenia chorobami, albo też może my, ludzie, zafundujemy sobie wielkie bum i zaprosimy do zabawy całą resztę fauny i flory (i nie ma, że nie chcą).

Życie zakończą też prędzej czy potem poszczególne gwiazdy ze Słońcem włącznie. Rozpłyną się ostatecznie mgławice planetarne, młode gwiazdy rozszarpią bez litości mgławice emisyjne, czarne dziury wyparują. I co wtedy? Jak będzie wyglądała śmierć Wszechświata?

 Na zdjęciu centrum Drogi Mlecznej

Naukowcy nie są co do tego zgodni. Funkcjonuje i dobrze się ma kilka teorii, przy czym nie za bardzo wiadomo, która z nich jest najaktualniejsza i najbliższa prawdy. 

Mówiono, że Wszechświat będzie się rozszerzał, ale tempo rozszerzania się będzie stopniowo maleć. W końcu stanie i... zacznie z powrotem się kurczyć i kurczyć, i kurczyć, aż do punktu, od którego wszystko się zaczęło. I znów Wielki Wybuch, i znów powstanie galaktyk, i znów rozszerzanie się i tak w kółko. Sugerowano nawet, że Big Bang, którego wspomnienie trwa w postaci jednego takiego promieniowania, nie był pierwszym wybuchem. Słowem, że Wszechświat miał już ten swój pierwszy raz za sobą, a my wspominamy recydywę.

Mówiono też, że Wszechświat się rozszerza i tempo ekspansji rośnie. Za jakiś czas wszystko będzie tak zapitalać, że odległości między poszczególnymi obiektami ukatrupią wszelkie oddziaływania grawitacyjne, wszystko rozpirzy się w przestrzeni (trzeba jeszcze jakoś zdefiniować przestrzeń, ale to szczegół) i pozostanie tylko samotna śmierć i nicość. Brrr.

Wszystko opiera się na tzw. ciemnej materii, która stanowi rusztowanie Wszechświata. Ciemnej materii nie widać, ale jej udział w całości tego, co obserwowalne, jest niebagatelny. Co się będziemy szczypać, jest jej więcej niż tej materii widzialnej. Losy Wszechświata zależą więc od losów ciemnej materii. 

Ostatnio naukowcy stawiają tezę, że ciemna materia jest niszczona przez ciemną energię. Wchodzi z nią w interakcję i obrywa po garach. Ubytek ciemnej materii może być przyczyną spowalniania tempa rozszerzania się Wszechświata. Bo ponoć zwalnia on ci. To tak jakby szarańcza w postaci ciemnej energii zżerała szkielet całości złożony z ciemnej materii. Czyli co? Wszystko powinno się rypnąć?

Tego właśnie nie wiadomo. Naukowcy są zgodni tylko w jednym. Muszą przeorganizować swoje myślenie o ciemnej stronie mocy. A co dalej i jak Wszechświat umrze - nadal nie wiadomo.

Inspiracją był artykuł znaleziony na tvnmeteo.tvn24.pl

3 komentarze :

  1. ciemność widzę

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może wszechświat nie jest pierwszy, ale jest WE WNĘTRZU innego, pusteg o wszechświata. Gdy nasz będzie pusty, będzie kolejny wielki wybuch, WE WNĘTRZU naszego wszechświata. Może wszechświat jest warstwowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Debilna teoria, moim zdaniem nie bedzie niczego. Kononowicz

      Usuń