Moja wielka pomroczność jasna, czyli zaćmienie słońca 20.03.2015

Się działo, oj, się działo! Nie wiem, kto z was klęczał na grochu tudzież leżał krzyżem w intencji pogody (i pogodynek przy okazji), ale niebo we Wrocku było, proszę ja was, wymarzone do obserwacji zaćmienia słońca. Jak w mordę strzelił ani jednej chmureczki! Ani jednej! Kogoś Opatrzność bardzo lubi i aż nie śmiem pomyśleć, że może akurat mnie. Fakt jest faktem, że jak tylko odwiozłam dzieciarnię do przedszkola (i to był, wystawcie sobie, ten jeden, JEDYNY dzień w ciągu ostatniego miesiąca, że wszystkie trzy poszły na wygnanie, bo tak zawsze któraś niedomagała), rzuciłam się do szafy w poszukiwaniu odpowiedniego osprzętu.

Dyskietek nie miałam, płytki CD okazały się trochę nie halo z racji nadruków (to znaczy patrzeć przez nie można było, ale zdjęcia robić, to już niekoniecznie), metodą prób i błędów stanęło na jednej kliszy od RTG, jednej kliszy od MRI (dwie klisze od MRI były zbyt ciemne), mojej lustrzance starej, ale jarej (Nikon D80) z obiektywem Sigma 15-70 2,8-4,5. Dupy nie urywało, wiem.



Wyciągnęłam nawet statyw, po czym szybko okazało się, że mogę go sobie, no, postawić z powrotem pod ścianą, bo zgubił się taki pierdolnik, który służy do przymocowywania aparatu. W rezultacie ryzykowałam własnym życiem, jedno odnóże umieściwszy na stołku, drugie na kaloryferze, ustabilizowawszy korpus cielesny za sprawą ramy okiennej, kończynami górnymi próbując jednocześnie trzymać obie klisze i aparat oraz w miarę się nie kiwać. 

Efekt działań nie był jednak taki najgorszy. Moment apogeum na osobnym zdjęciu prezentuje się następująco:


 Poniższe zdjęcie natomiast przedstawia serię szesnastu ujęć robionych co kilka lub kilkanaście minut, począwszy od 9:41 (pierwsza klatka), skończywszy na 11:35 (ostatnia). To moje najwyżej oceniane zdjęcie na Insta, he he ;)

Zaćmienie było nieco mniejsze niż to z 4 stycznia 2011, ale też było na czym oko zawiesić (a wtedy było zachmurzenie). Następna okazja podobno w 2026 roku (poprawcie mnie), ale wtedy, jak wieść gminna głosi, będą marne popłuczyny po zaćmieniu. 

No nic, zaćmienie uważam za zaliczone. A jak tam w waszym życiu osobistym, towarzysze? ;)

3 komentarze :

  1. Niezłe zdjęcia. Oglądanie wszelkich ciał niebieskich to coś fascynującego. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń